czwartek, 19 marca 2015

Prolog.

~Pov  Hope~

Czasem zmiany są dobre, ale czy aż takie zmiany dobrze na mnie wpłyną ? Stoję w moim starym pokoju, w którym już nie ma nic prócz mebli. Tak, przeprowadzamy się. I to nie byle gdzie bo do pieprzonego Sydney !

Moi rodzice mają firmę, którą prowadzą ze swoimi przyjaciółmi. Moja mama ma na imię Anastazja, a tato Christian. Firmę prowadzą ze Sky i Dean’em, są małżeństwem. Mają córkę Maggie, która jest moją przyjaciółką, albo nie, nie jest moją Siostrą . Znamy się od urodzenia,  dosłownie jest ode mnie o 5 dni starsza i była pierwszą osobą którą poznałam oprócz rodziców i pielęgniarek . A teraz będziemy praktycznie razem mieszkać ! Nasi rodzice wybudowali dwa identyczne domy obok siebie. Właśnie, wracając do wyprowadzki . Rodzice otwierają firmę w Sydney, i z tego powodu musimy opuścić tę kochaną mieścinę pod Warszawą . Teraz sobie pewnie myślisz że jestem jakąś pieprzoną księżniczką która dostaje to co chcę . Otóż nie, od małego musiałam sobie na wszystko zapracować . Chciałam nowy rower, musiałam przez miesiąc sprzątać cały dom żeby go dostać . Jezu, ciągle nie mówię o tym o czym, powinnam . Mam 17 lat, miałam: swoich znajomych, swoją szkołę i zaplanowaną przyszłość. Ale teraz to wszystko idzie się jebać . Bo wyjeżdżamy, w sumie fajnie. Zmiany są dobre. Cieszę się z nich, ale jednak stojąc w tym pustym pokoju, przyszedł czas na rozkmine . Jakie to denne, serio. Żyłam w tym pokoju 17 lat, szmat czasu nie ? A nagle muszę przeprowadzić się do innego miasta, innego domu i innego pokoju. Jestem typem człowieka, który cieszy się z nowych rzeczy w życiu. I teraz też się cieszę, odkąd dowiedziałam się że się wyprowadzamy nie robiłam nic innego niż trucie dupy Maggie jak tam będzie. Mam nawet rozplanowany mój pokój, naprawdę . Moje rozmyślania przerwał Jake, mój młodzy brat . -Hopi, choc jusz jedziemy. - Ciągnie mnie za rękę -Już, już – Śmieję się -Nie smiej sie tylko choc! Jake jest moim 3 letnim braciszkiem, i moim absolutnym oczkiem w głowie. Od pierwszego ujrzenia się w nim zakochałam. Zaszliśmy ze schodów, rozejrzałam się ostatni raz. Jake podreptał na dwór, a ja stałam i patrzyłam . -Cóż, czas się roztać. Wrócę prawdo podobnie może na Wakacje. Życz mi powodzenia. – Powiedziałam do pustego domu. Tak jestem szurnieta, gadam do pustego domu. Wyszłam na dwór, tam czekał już Van z Maggi, i naszymi rodzinami.


~ MAGGIE POV ~
Właśnie po raz ostatni stoję w domu, który zamieszkiwałam przez ostatnie 17 lat.  Nie żebym narzekała, bo w końcu przeprowadzamy się do Sydney, ale jednak jestem sentymentalną osobą. Po raz ostatni widzę to małe podwarszawskie miasteczko. Praktycznie całe swoje dzieciństwo spędziłam tutaj z Hope. Znamy się od urodzenia. Nasi rodzicie również się znają. Zresztą trudno, żeby się nie znali skoro prowadzą razem firmę. Przyjaźnimy się z rodziną Grey'ów. Mogłabym powiedzieć, że są dla mnie jak rodzina, a w szczególności Hope. Dlatego cieszę się z faktu, że będziemy mieszkać obok siebie. Pewnie myślicie co to za paradoks. Mieszkamy w Polsce, a nie mamy polskich imion. Nasi ojcowie nie pochodzą z Polski. Urodzili się w UK. W szkole niektórzy mówili na mnie po prostu Małgosia, a na Hope – Nadzieja. Jednak ja nie przepadam za brzmieniem mojego polskiego imienia. Jestem po prostu Maggie albo Meg. 
Po raz kolejny upewniłam się, że zabrałam wszystko z mojego starego pokoju. Gdybym czegoś zapomniała to wiem, że mogłabym poprosić rodziców o pieniądze i kupić sobie tą rzecz w Sydney. Jednak jestem typem osoby, która nie lubi prosić o pieniądze więc po prostu darowałabym sobie gdyby to nie było nic ważnego. 
Za rok kończę osiemnaście lat. Ta przeprowadzka nie byłaby mi na rękę, gdyby nie fakt, że wraz ze mną przeprowadza się Hope. Jak w przeciągu roku miałabym znaleźć jakiś przyjaciół, których mogłabym zaprosić na moje osiemnaste urodziny? No jak? Miałyśmy nawet plany z Hope dotyczące naszych osiemnastych urodzin lecz one były planowane tu, w Polsce. 
Trudno jest mi się rozstać z tym krajem, ale nic nie trwa wiecznie. Może w Sydney też będę miała fajne życie.  A zresztą. Z Hope na pewno będzie dobre, bo przy niej nie da się nudzić. Już nawet teraz ciągle gada mi o tym jak to tam będzie i czy poznamy kogoś ciekawego. W sumie jestem tak samo podekscytowana jak ona.
- Mag jedziemy. - Krzyknął mój tata z dołu.
- Już schodzę. - Odkrzyknęłam.
Więc to ten czas kiedy muszę z tą wyjść i zacząć nowe życie. Mogłam zrobić posta na facebook'u. Coś w stylu „Żegnaj stare życie, witaj nowe”. Tak jak te wszystkie tlenione blondynki z mojej starej szkoły. To byłoby takie puste.
Wyszłam z uśmiechem z mojego byłego już domu. Trzeba dobrze zacząć to „nowe” życie, nie? 
Na dworze stał już czarny van. Wsiadłam do niego wraz z moimi rodzicami czekając na rodzinę Grey'ów.
No więc witaj Sydney!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by Selly